Autor: Maciej Nowocień

Jak kluby PlusLigi poradzą sobie z epidemią?

Sport i ekonomia idą ze sobą w parze. Obecna sytuacja epidemiologiczna mocno rzutuje na funkcjonowanie klubów. Jak podchodzą do niej przedstawiciele siatkarskiej PlusLigi? Zapraszamy do przeczytania artykułu opublikowanego na stronie sport.tvp.pl.

Rozgrywki siatkarskiej PlusLigi są zawieszone. W świetle panującej epidemii koronawirusa coraz mniej realne staje się nie tylko zagranie regularnej fazy play-off, ale również dokończenie rundy zasadniczej (zostały dwie kolejki). W miniony weekend nie odbyły się zmagania Pucharu Polski. Nie wiadomo również co z rywalizacją na europejskich parkietach. W kuluarach coraz głośniej mówi się o tym, że dokończenie sezonu jest mało prawdopodobne.

Przez obecną sytuację cierpią w mniejszym lub większym stopniu praktycznie wszystkie profesje – kluby sportowe również. Brak rozgrywek to brak wpływów z biletów, transmisji telewizyjnych oraz brak możliwości realizacji zobowiązań sponsorskich. Nie można zapomnieć również o tym, że trudności ekonomiczne dotkną firmy wspierające lokalny sport. Nie wszystkie będzie stać na równe zaangażowanie w działalność drużyn w kolejnym sezonie.

"Nie drżymy o naszą przyszłość"

Polskie kluby siatkarskie finansowane są z różnych źródeł. Niektóre w przeważającej większości uzależnione są od dotacji z miasta. Inne budżet opierają głównie na jednym możnym sponsorze (na przykład spółce skarbu państwa). Jak władze drużyn reagują na obecną sytuację?

– Sytuacja jest nowa. Jedyne co możemy zrobić to szacować straty i starać się na bieżąco reagować. Nie drżymy o naszą przyszłość. Wydaje mi się, że pomiędzy zespołami a PlusLigą nawiązała się nić porozumienia. Musimy chronić projekt, który jest przez nas tworzony i cieszy się popularnością wśród kibiców – mówi w TVPSPORT.PL Tomasz Tycel, prezes Cuprum Lubin, które w tabeli zajmuje obecnie dwunastą pozycję.

Jak zamierza poradzić sobie z trudnościami? – Przede wszystkim musimy zmierzyć się z problemami wynikającymi z braku wpływów z biletów czy możliwości realizacji umów sponsorskich. W gestii PlusLigi leżą sprawy organizacyjne. Na pomoc z jej strony zawsze możemy liczyć. Każdy klub działa jednak osobno i pod względami ekonomicznymi radzi sobie sam. Mimo dynamicznej sytuacji jesteśmy jednak bardzo spokojni. Musimy uzbroić się w cierpliwość. Nikt nie powinien podejmować gwałtownych decyzji – dodaje.

"Może dojść do strat nawet z sześcioma zerami"

Po drugiej stronie plusligowej tabeli znajduje się PGE Skra Bełchatów. Dziewięciokrotny mistrz Polski jest na trzecim miejscu w rozgrywkach i ma realne szanse na medal. Po klubie oczekuje się solidnych wzmocnień, szczególnie że już teraz dość głośno mówi się o odejściu z drużyny Jakuba Kochanowskiego, mistrza świata w siatkówce z 2018 roku.

– Wszystko zależy od tego, ile potrwa epidemia. Jeśli nie będzie możliwości dokończenia rozgrywek, straty będą duże. Nie mówię tu tylko o oczywistych powstałych przez brak możliwości sprzedaży biletów, ale również o wynikających z nierealizowania umów sponsorskich. Czekają nas rozmowy zarówno ze sponsorem strategicznym, jak i wszystkimi innymi firmami, które wspomagają Skrę Bełchatów. Problem jest spory również od strony formalnej. Nawet dobra wola samorządów nie zmieni tego, że świadczenia nie są przez nas w tej chwili realizowane. Sytuacja jest wyjątkowa. Mam nadzieję, że uda nam się wypracować dobre rozwiązanie. Dużo zależy również od dekretów premiera – tłumaczy w TVPSPORT.PL Konrad Piechocki, prezes PGE Skry Bełchatów.

Czy wyliczono, ile klub może być "na minusie"? – Wiemy, że wiele stracimy. Próbujemy wykonać wstępną kalkulację. Finalnie może dojść do strat nawet z sześcioma zerami. Od strony prawnej analizowaliśmy również kwestię karnetów. Przerwa w rozgrywkach wynika z działania "siły wyższej", nie z winy klubu. Zrobimy jednak wszystko, by zrekompensować naszym fanom te niedogodności choćby poprzez przywileje przy zakupie wejściówek na kolejny sezon – dodaje. Nie ukrywa też, że nie do końca wierzy w to, że epidemia koronawirusa zostanie na tyle wygaszona, by dało się dokończyć sezon. – Zbliżaliśmy się do play-off, czyli "żniw" dla klubu. Planowaliśmy wynajęcie Atlas Areny w Łodzi na okoliczność ewentualnego finału. Patrząc na to, co dzieje się w Europie, w moim przeświadczeniu jest mało prawdopodobne, by rozgrywki zostały wznowione. To zrozumiałe, ponieważ najważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie ludzi – przyznaje.

Pod znakiem zapytania stanęły też ruchy na polu transferowym. Brak wpływów w końcówce sezonu może zaowocować mniejszym budżetem przeznaczonym na pozyskanie nowych zawodników. – Jeśli chodzi o ruchy transferowe, bardzo trudno jest w tym momencie cokolwiek planować. Paradoksem jest to, że rynek otworzył się dwa tygodnie przed ostatnimi zdarzeniami. Przeprowadziliśmy wiele rozmów, a część z nich została już sfinalizowana. Problem ten dotyczy również innych klubów. Mam nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy – kończy Konrad Piechocki.

Przerwa w rozgrywkach PlusLigi podyktowana jest nie tylko bezpieczeństwem zawodników, pracowników klubów, dziennikarzy, ale również powodami bardziej przyziemnymi. Duża część klubów sportowych nie dysponuje własnymi siłowniami i są one uzależnione od zewnętrznych firm, które w czasie epidemii zamknęły obiekty. Niedostępne są również hale do treningów.

źródło: sport.tvp.pl.