Siatkarze z Bełchatowa pewnym krokiem zmierzają do wygrania sezonu zasadniczego. Milowy krok mogą wykonać już w sobotę, gdy zmierzą się w Olsztynie z zajmującym siódme miejsce AZS-em.
W ostatnich czterech kolejkach Skra zmierzyła się z drużynami ze ścisłej ligowej czołówki. I pokazała, dlaczego to właśnie ona jest murowanym faworytem do kolejnego mistrzostwa Polski. Jeden punkt stracony w meczach z Resovią, Jastrzębskim Węglem, Zaksą i AZS-em to wyraźny sygnał, że grudniowy kryzys drużyny jest już tylko odległym wspomnieniem, które z pamięci kibiców coraz bardziej wymazuje rosnąca forma bełchatowian.
Skoro mistrzowie Polski odprawiali ostatnio samych najgroźniejszych rywali, to czy mogą mieć problemy z wygraniem z siódmą drużyną tabeli?
Teoretycznie nie mogą mieć żadnych. Co prawda olsztynianie od jesiennego meczu obu drużyn - wygranego przez Skrę 3:0 - znacznie się poprawili, ale nawet oni sami zdają sobie sprawę, że czeka ich niezwykle ciężkie zadanie. - Każdy zespół ma słabe punkty, ale wiadomo, że w PlusLidze Skra ma ich najmniej - przyznaje Wojciech Winnik, atakujący AZS-u. - My liczymy przede wszystkim na to, że zaprezentujemy bardzo dobrą siatkówkę. Wiadomo jednak, że jeżeli obie ekipy zagrają na dobrym poziomie, to pojedynek będzie jednostronny. Ale jeżeli goście wypadną ciut słabiej, a my pokażemy się z jak najlepszej strony, wtedy jest szansa na korzystny wynik i emocjonujące widowisko. O tym, że nawet słabsza drużyna może wyrwać punkty potentatowi, najlepiej wiedzą w Warszawie. W grudniu zeszłego roku siatkarze zamykającej wówczas tabelę Politechniki sprawili największą sensację dotychczasowego sezonu, jaką bez wątpienia była wygrana w Bełchatowie. - Tamten mecz jest bardzo dobrym przykładem tego, że w PlusLidze nie ma słabych drużyn. A to, że jakiś zespół zajmuje siódme czy ósme miejsce, nic nie znaczy - uważa Jacek Nawrocki, trener Skry.
Porażka z Politechniką przyszła w najcięższym momencie tego sezonu, gdy bełchatowianie grali mecz za meczem w lidze, pucharach, a także reprezentacji. Obecny kalendarz Skry jest jednak znacznie luźniejszy, czego dowodem jest chociażby to, że drużyna w środku tego tygodnia wyjechała do Niemiec na sparing z VFB Friedrichshafen.
Wydaje się więc, że największą przeszkodą do zwycięstwa bełchatowian mogą być... oni sami. Powrót do ligowej rzeczywistości po pojedynku z jedną z czołowych drużyn Europy (nawet jeśli tylko sparingowym) może bowiem nie być łatwy. Zwłaszcza że dzisiejszy rywal Skry do potentatów nie należy, a pierwsze miejsce bełchatowian na koniec sezonu zasadniczego wydaje się niemal przesądzone. - Nie ma mowy, żebyśmy przeszli obok tego meczu - zapewnia Nawrocki. - Sytuację w tabeli może i mamy dobrą, ale jeszcze nie klarowną. Musimy pilnować pierwszej pozycji, dlatego liczę na pełne skupienie moich zawodników.
Spotkanie z AZS-em rozpocznie się o godz. 17. W Olsztynie na pewno zabraknie Stephane'a Antigi, który przechodzi rehabilitację kolana. Niepewny jest także występ narzekającego na bóle kręgosłupa Michała Bąkiewicza.
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź