W Luksemburgu na prezesa PGE Skry czekały dwie niespodzianki: pierwszą była informacja, że mistrzowie Polski otrzymają prawo organizacji Final Four Ligi Mistrzów na bardzo promocyjnych warunkach, a druga – że wiceprezes CEV Riet Ooms chce, by szef najlepszego polskiego klubu losował pary rywalizacji kobiet.
- Nie wypadało odmówić – śmieje się Konrad Piechocki i dodaje: - Mogłem mieć lepszą rękę dla polskich drużyn...
W drodze powrotnej do Polski szefowi PGE Skry nie było już do śmiechu. Wracał do kraju z Luksemburga z przesiadką w Monachium i podczas pierwszego lotu, turbośmigłowy bombardier DHC 8 linii Luxair wpadł z dziurę powietrzną i spadł ok. 200 metrów.
- Przez pewien czas na pokładzie był kompletna cisza. Gdy wózek z napojami uderzył w jednego z pasażerów, na którego wylała się cała kawa, jakaś kobieta z tylnych rzędów wpadła w histerię i zaczęła krzyczeć. Sporo podczas naszych wyjazdów w Lidze Mistrzów latałem już samolotami, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem – powiedział Konrad Piechocki, który do Rzeszowa dotarł wczesnym popołudniem, dojeżdżając – już bez przygód – samochodem z Warszawy.

